Strachy na lachy

luty 27, 2008

Dziś Wyborcza powróciła do problemu straszenia emerytów komornikiem.

Zdaniem gazety zły ZUS, zapewne z wrodzonej złośliwości, nęka biednych ludzi opłatami za sprawy sądowe a gdy ci nie płacą, wysyła im komornika. Pomijając prymitywizm reporterskiego opisywania świata, to stawianie tych ludzi w takiej sytuacji przez instytucję państwową jest istotnie draństwem rzadkiej wody. Jednak i tak wydawałoby się oczywiste świństwo ma swoje drugie dno. Drugie dno, którego żadna ze stron nie chce odkrywać. Gazeta bo to gazeta i nie można zagłębiać się w szczegóły kosztem dramatyzmu opowieści. ZUS bo…ZUS to chyba ze wstydu.

“Nakładane przez ZUS opłaty” to w obrocie prawnym tzw. koszty zastępstwa procesowego. Układ jest następujący – ZUS zatrudnia radców prawnych, którzy, wyposażeni w stosowne pełnomocnictwa, niejako zastępują (czy też reprezentują) go w postępowaniach przed sądami. Nie są to jednak tacy zwykli pracownicy – korzystają bowiem z pewnego zakresu niezależności w swoich działaniach. Zakres tej niezależności określa ustawa o radcach prawnych. I to w oparciu o nią radcy prawni występują do sędziów o przyznanie kosztów zastępstwa. Szkopuł w tym, że pracodawca nie może zabronić im korzystania z tego przepisu. Złamałby prawo. Może ewentualnie prosić, namawiać, przekonywać. W końcu odwoływać się do sumienia. Jak widać z marnym skutkiem. Dlaczego? Pewnie dlatego, że zasądzone kwoty, po ich przelaniu do ZUS-u, są wypłacane tymże radcom. To ich, zagwarantowany ustawą, zysk. W przypadku kserowanych na bazarach, idiotycznych pozwów idących w tysiące łatwo policzyć – z każdej sprawy kilkadziesiąt złotych…łatwa kasa. I duża.

W każdej normalnej firmie pracownik, który notorycznie naraża na szwank jej dobre imię, przestaje być pracownikiem. Dlaczego więc ci ludzie ciągle pracują w ZUS-ie i wciąż bezkarnie wystawiają go na takie połajanki? 

Po pierwsze powodem rozstania nie może być występowanie o koszty zastępstwa. Zwolnienie musiałoby być załatwione w białych rękawiczkach albo z zachowaniem wszelkich rygorów prawa pracy. To jednak są prawnicy i dochodziliby swojego. Nie można przecież pracownikowi postawić zarzutu, że działał zgodnie z prawem.

Po drugie ZUS-u na to nie stać. Otóż nie ma co ukrywać, że kadra radcowska w ZUS-ie to raczej nie jest jakaś śmietanka palestry. Nie za tę kasę, którą ZUS płaci. Przychodzą do ZUS-u prawnicy głównie na dorobku – trzeba ich szkolić, szkolić i szkolić. Przepisy ubezpieczeniowe są trudne – nie bez powodu są od tego osobne sądy. Ci wyszkoleni najczęściej szybko odchodzą. Ci którzy zostają, zostają tylko dlatego, że mogą liczyć na tę dodatkową kasę. Przy szczupłości kadr mają setki spraw, w których mogą wystąpić o koszty zastępstwa. Setki. W żadnej liczącej się kancelarii prawnik nie dostanie na miesiąc kilkudziesięciu wokand, czyż nie? Podejrzewa się nawet, że te durnowate pozwy z bazarów, kserowane i rozprowadzane w narodzie, a potem w tysiącach odrzucane przez sądy – to preparują właśnie zaradni radcowie z ZUS-u. Taki syndrom strażaka, który sam podpala, żeby mieć robotę. Tylko, że strażaków podpalaczy się łapie, a tu nikt nikomu nic nie udowodni.

Koszty zastępstwa były pretekstem do odwołania prezes Wiktorow. Możliwe, że obecna sytuacja odbije się czkawką obecnemu. Gdyby to było proste, któryś z preziów, choćby w obronie swojego stołka, coś by z tym zrobił.

Pora już, żeby za sprawę wzięli się jednak politycy. Oprócz świętego, przedwyborczego oburzenia nic jak dotąd z tym nie zrobili. A niestety tylko zmiana anachronicznego prawa może tak naprawdę ukrócić te praktyki.

Dodaj komentarz